Co napawa mnie dumą? – znalezienie swojego miejsca w firmie

Bez kategorii

Mam już firmę i mogę pracować 23 godziny na dobę 7 dni w tygodniu! Czad!!! Ok, chyba nie tak sobie wyobrażaliśmy bycie przedsiębiorcą…

Na początku rzeczywiście wchodzisz na 150% i warto przerobić wszystkie zadania by lepiej zorientować się, co i w jaki dokładnie sposób robisz. Często tą ścieżką podążają specjaliści, którzy „idą na swoje”. To zagadnienie i jego następstwa bardzo fajnie przedstawia książka „Mit przedsiębiorczości” by Michael E. Gerber. Książka wyjaśnia, dlaczego najlepszy piekarz w mieście powinien dwa razy się zastanowić, zanim otworzy własną piekarnię. A jeśli już się zdecyduje – co powinien począć, by nie zostać zakładnikiem swojego biznesu.

Po tym jak już ustalimy, że mamy bardzo wiele ciekawych zadań w naszej firmie – odkrywamy, że to my jesteśmy wąskim gardłem w rozwoju naszego przedsięwzięcia. Wtedy trzeba przemyśleć sprawę i w pewnych obszarach usunąć się na drugi plan. Ok, ale w których?

Podejście efektywne

Najprościej było by znaleźć zaufanego pracownika i zobaczyć, jakie ma predyspozycje. Po chwili już będziemy wiedzieli, jakie zadania wykonuje efektywnie, a z jakimi sobie nie radzi. Wtedy bierzemy na siebie wszystkie pozostałe działania i cieszymy się życiem. Taki model jest fajny, ponieważ pozwala nam dość szybko oddać pewne fragmenty operacyjne zaufanej osobie. Wiemy, że ta osoba się sprawdza w tych obszarach i jakoś to idzie. Co tylko, jeśli te obszary pokrywają się z tym co my lubimy robić? Po jakimś czasie wykonywania „najgorszych” zadań w firmie zaczynamy mieć dość. Przecież nie po to zakładaliśmy piekarnię, by zajmować się czyszczeniem i naprawą pieców!

To jest dość niebezpieczny moment, ponieważ jeśli dalej pójdziemy tą drogą, – po prostu się wypalimy.

Podejście długofalowe

Po tym jak już załataliśmy pierwsze braki kadrowe i uwolniliśmy trochę czasu, – warto zastanowić się, co powinniśmy oddawać, a czym się zajmować. Część idzie w outsourcing – zlecamy to zewnętrznym firmom. Najłatwiej pozbyć się zadań, które sami nie jesteśmy w stanie wykonać – np. produkcja banerów i roll-upów. Fizycznie nie mam możliwości by je wytworzyć, – zatem zlecam. Warto jednak pomyśleć również o zadaniach, które możemy wykonać, ale warto je zlecić, by zmniejszyć swoje zaangażowanie.

Oczywiście, nikt nie wykona danego zadania lepiej niż ja! To nie jest prawda! Rzeczywiście, nikt nie wykona zadania bardziej po naszemu niż my sami, ale wcale to nie oznacza, że wykona je gorzej. Zrobi po swojemu i w niektórych obszarach to będzie lepsze, w niektórych nasz sposób jest „bardziejszy”. Wtedy pojawia się kwestia tylko przegadania, dlaczego było to załatwiane akurat tak i ew. podzielenie się swoimi pomysłami na przyszłość.

Jak to było/jest u mnie

Tworząc MIŚa byliśmy już dość świadomi, jeśli chodzi o organizację pracy i na samym początku podzieliliśmy ze wspólnikiem obszary zadań, którymi się zajmiemy. Między innymi miałem zająć się informatyką i sprzedażą, – ponieważ w tych dziedzinach mam wykształcenie. Jak się później okazało, ten podział nie był do końca trafiony. Był on „sprawiedliwy” w komórkach excela, jednak nijak się nie miał do rzeczywistości. Nie mieliśmy dość dyscypliny, by zmuszać się do poruszania się tylko w wyznaczonych obszarach, z drugiej strony angażując się w pewne kwestie zaniedbywaliśmy inne. Ostatecznie został wygenerowany nowy model, który nie był spisany, ale działał. Każdy z nas zajmował się zadaniami, w których czuł się lepiej, a te „niechciane” mieliśmy jakoś podzielone i poupychane pomiędzy.

Jeszcze trochę później pojawiła się współpracownica, z której musieliśmy wydelegować rzeczy, których nie byliśmy w stanie ogarnąć i na pewien czas mieliśmy „spokój z delegowaniem”. Co właściwie nie było dobre ani dla nas, ani dla niej, gdyż nudzenie się w pracy jest wyjątkowo słabym sposobem na rozwój.

Teraz jestem w kolejnej fazie – staram się delegować zadania na ile to się da. Zapewne wyobrażacie sobie, jakie to jest trudne, gdy wiesz, że ktoś to zrobi bardziej po swojemu. Z czasem jednak przekonuję się, że „po swojemu” często jest lepsze od mojej metody, – daje to nowe spojrzenie na sytuację, którego wcześniej nie miałem.

Podsumowując

  1. 1. Uczestniczymy we wszystkich procesach w firmie, by się zorientować co i gdzie ew. zgrzyta. Staramy się ułożyć ogólny plan działania
    2. Wyrzucamy na zewnątrz wszystkie zadania wspomagające, które nie są naszym wyróżnikiem lub naszą wartością dodaną w biznesie (może to być, księgowość, biuro wirtualne, strona internetowa, obsługa przesyłek, callcentre, naprawy, rozwiązywanie problemów technicznych, czasem marketing i sprzedaż)
    3. Oddajemy zadania, które są proste (opisane procedurami), a wymagają dużego nakładu czasu. Pamiętajmy, że te zadania sobie zostawiliśmy, bo właśnie nimi będziemy konkurowali na rynku.
    4. Oddajemy zadania, które są bardziej kreatywne i mogą być zrobione na różne sposoby (te które nie są opisane procedurami)
    5. Mamy więcej czasu i skupiamy się na biznesie w perspektywie najbliższych lat, a nie dni i miesięcy.